jo-landia

Odgruzowujemy je powolutku, głaszczemy każdą cegłę, kamień, z namaszczeniem podchodzimy do nadgryzionej
zębem czasu deski, belki czy okucia.
Nie jest naszym zamiarem stworzenie skansenu, ale marzymy o stworzeniu własnego, niepowtarzalnego miejsca,
gdzie chętnie będzie wpadać nasza dzieciarnia z wnukami, nasi przyjaciele.
Gdzie przydomowy warzywniak roztaczać będzie zapach ziół i kopru, gdzie dzieciaki będą mogły biegać na bosaka
(a uwielbiają !) i zrywać owoce prosto z sadu;
gdzie wiejski ogród będzie przypominał moje dzieciństwo z Podlasia, w którym nie zabraknie malwy, niezapominajki,
smagliczki, floksów, goździków brodatych, etc.
Będę zbierała grzyby, robiła przetwory, nalewki, ... a w międzyczasie dekoracje ślubno-weselne, bo bez tego jednak
nie potrafiłabym żyć.

sobota, 2 sierpnia 2014

Malwy, dziewanna i łąka kwietna






 Wcześniej:







Teraz:





Wolicie dziewannę czy malwę?


I moja eksperymentalna łąka.




















Zauważyłam, że jest trend na czarnuszkę. Nie tylko w chlebie ją widuję w ziarnach, ale jako kwiat we florystyce stosowana jest w tym sezonie w bukietach ślubnych.


Miłej soboty i niedzieli.
jolanda

PS. Ostatnio stale coś dopisuję do postów, ale komentarze mnie zmuszają.

Dziewanna
Uparcie przynosiłam flance od sąsiadów i je sadziłam, bo u nich wzdłuż chaty taaaakie dorodne. Ale nie u mnie. Przekwitała i nie rozsiewała się. W ub. zawzięła się Aga, sąsiadka, bo nie mogła uwierzyć, jako, że u nich dziewanna wysiewa się sama, w ilościach nieprawdopodobnych i w najmniej oczekiwanych miejscach. Wysadziła kilka sadzonek u mnie, dziewanna rosła, a po zimie w tym miejscu pustawo. Wysiała się, ale tam, gdzie ona chciała. No i nareszcie mam.

Malwa
MALWY dostałam od sąsiadki i dalszej znajomej. Teraz wysiewają się, jak szalone i najprawdopodobniej krzyżują, bo nie wiem skąd aż tyle kolorów.
Z rdzą malwy to walka z wiatrakami, niestety. Robiłam kilka razy oprysk ekologiczny (herbatka tymiankowa HT), później Score 250 EC, było dobrze, ale teraz znów rdza ją dopadła. Liście usuwam i palę.

Łąka kwietna
Marzyłam o niej. Nasze siedlisko to 4 ha, przecież, że kosimy tylko wokół zabudowań, sad stary i nowy, i pas wokół stawu. Poza warzywnikiem to sama łąka, która była tej wiosny obsiewana na nowo ( po wcześniejszym zaoraniu, bronowaniu, zbiórce kamieni itd. ), bo kilkanaście lat, jak nie więcej, rosło na niej co się przez lata samo wysiało. W tym sezonie obsiane jest głównie owsem z trawą.
Będzie koszone dla krów.

Prosiłam o kawałek ziemi pod łąkę kwietną, ale ... mój mąż ZAPOMNIAŁ, bo on obsiewał teren wokół stawu. Na kilku metrach kw. posiałam zatem w zasianą trawę swoją kwietną mieszankę i w dodatku za gęsto. Później trochę przerośniętej trawy powyrywałam, ale i tak zdominowała kwiecie. Poza tym łąka jest na kawałku żyznej ziemi, na której do tej pory rosły naprawdę dorodne chwaściory i inne chęchy, i mimo, że teren był skopany, ziemia totalnie zmemłana, spychana, równana i splantowana w związku z robotami ziemnymi przy zakładanym stawie, to zielicho nadal dominuje i mam wątpliwości, czy łąka się utrzyma, a wysiałam rośliny dwuletnie i na pewno wiosną powschodził łubin, ale nie wiem czy da radę przetrwać by w przyszłym sezonie zakwitnąć. Poczekam, w razie niepowodzenia przyszłej jesieni zaorzemy pas ziemi pod prawdziwą łąkę.

Mój mąż jest, jak mawia, młodym rolnikiem i dopiero się uczy. Już wie, że trawę się sieje, nie sadzi. Moją łąkę, jak zaczęło rosnąć kwiecie, częściowo skosił, bo ... ZAPOMNIAŁ. Nota bene skosił parzydło leśne, które zasadziłam przy stawie, irysy wodne, kaczeńce ... bo też ZAPOMNIAŁ.
Nagminnie podkasza winobluszcz, którym obsadziłam wszystkie słupy energetyczne, a których mamy sporo i wiadomo, estetycznie to nie wygląda. Też ZAPOMINA.
Ale łąka kwietna mu się bardzo spodobała. Ja nie mogłam wywalczyć kilku metrów kw. a on teraz siałby całe lany od drogi dojazdowej po siedlisko.

To by było na tyle.
Pa.

czwartek, 31 lipca 2014

Stara chata - salon brązowy



Brązowy pokój powstawał w pocie czoła.
Plan był ambitny - ma być ładniejszy od Pokoju Białego, który większość gości sobie upodobało.

Stara szafa fornirowana dębem, szlifowana była dwa tygodnie dzień w dzień. Łączenia elementów na "jaskółczy ogon", całe wnętrze fornirowane, łącznie z szufladami. Na bogato. Kawał solidnego mebla.

Komoda, zw. Kwadransem ... no cóż, pomijam szlifowanie, bo to pestka w porównaniu z szafą, ale malując wnętrze wielokrotnie, wielokrotnie zasypiałam w jej czeluściach.


Podłoga oczywiście OSB, ale wymuskane przez sąsiadkę z Twórczego Pola, normalnie niczym posadzka pałacowa.
Tryptyk i jabłoń na szafce Jej autorstwa. Szafeczka stolarska z cudownymi małymi szufladeczkami, uchwyty pozostawione oryginalne, każdy "z innej parafii".

Właściwie mogłabym o każdym drobiazgu epopeję napisać.

Dekoracja z elementów starej kanki na mleko to też historia. Poniewierała się dziurawa i ubabrana w jakichś smarach w oborze od początku naszej bytności, aż któregoś dnia małżonek postanowił wywieść ją na złom. W innych mam zasadzane letnie kwiaty, ale ta się nie nadawała. Jakież było jego zdziwienie gdy przetarł fragment a jego oczom ukazała się tabliczka z nazwiskiem protoplasty siedliska i jego numer statystyczny w mleczarni. Kawał porządnej pamiątki tego miejsca.

Narożnik to całkiem współczesna opowieść. Przyjechał ze stolicy z rozwalonym mechanizmem, ale sąsiadka się zawzięła. Małżonkowi nic w niej nie pasowało i demonstracyjnie kręcił nosem, choć mnie już przestały wzruszać jego opinie. Wystarczyło kilka serwetek bawełnianych z Biedronki i rogówka nabrała charakteru całkiem sielskiego. Do Brązowego pasowała.

Żyrando,l niczym koło sterowe, kupił mąż w klamociarni, urodą nie grzeszył (tzn. żyrandol), ale uparł się (tzn. mąż)... Aga przerobiła go tak, że tylko element koła pozostał, ramiona z pseudobarokowego innego żyrandola pozbawiły go toporności. Abażurki po 25 zł nas nie interesowały, ale w innej klamociarni po 3 zeta nabyliśmy te co widać, kupiliśmy wszystkie dziesięć sztuk, a może jeszcze na coś się kiedyś przydadzą. Za taką cenę nie wybrzydzamy, może z czasem zmienimy im materiał, ale póki co jest OK.

Belki sufitowe nowe, zrobione na stare - nasze eksperymentowanie z farbami, bo Annie Sloan nie na naszą kieszeń, zaowocowały fajnymi efektami.

Okienko to był pierwszy mebel tego pokoju, musiało zostać, mam sentyment do niego. Jeszcze przybył anioł do zawieszenia, też w okienkowej oprawie, nowa praca Agi. Będzie ciekawie korespondował z moim okienkiem.

Remont chaty przystopował, bo i goście, i masę prac w ogrodzie. W sieni  ściany pobielone i terakota na podłodze, jeszcze wszystko bez ostatniego szlifu, ale jest czysto. Do jesieni prace wstrzymane.

Teraz większość woli Brązowy od Białego, cel osiągnięty, cieszy nas to.











































Mam nadzieję, że nie zadręczyłam zdjęciami, choć one i tak nie oddają ogromu pracy, jaki trzeba było włożyć, by osiągnąć taki efekt.

jolanda


PS. Edytowałam post by załączyć do niego zdjęcia komody i szafy przed metamorfozą. Oto one.